piątek, 17 lipca 2015

Zniszcz i noś czyli przerabiamy Trabanta w Corvettę


Czy tylko ja tak mam, że chomikuję coś w szafie od dziesięciu (!) lat nie zakładając tego ani razu? :D

Na obronę mam moje przeczucie, szósty zmysł, który mówił mi, że jeszcze nadejdzie jej czas :) I nadszedł!
Zamarzyła mi się koszula z jasnego dżinsu :)

Stan początkowy (na lewej stronie):


Zwęziłam rękawy i szerokość bluzki ALE z pewnością nie zrobiłam tego zgodnie z prawidłami krawiectwa. Było to tym bardziej ekscytujące, taki ryzyk fizyk.



To nie mogło się nie udać skoro pomagał mi taki uśmiechnięty pomocnik.


Kolejną kwestią była zmiana koloru. Nie wiedziałam czego się spodziewać bo nigdy czegoś takiego nie robiłam.
Z pomocą przyszedł mi najtańszy wybielacz z marketu... :D
Wlałam wodę do miski i dodałam niewielką ilość wybielacza. Zanurzyłam bluzkę i wypatrywałam zmian. A tu... nic :) Naiwniaczka pomyślałam. I wlałam 1/3 butelki wybielacza. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Zostawiłam całość na jakieś 2 godzinki co by cud wydarzył się w spokoju.
No i się wydarzył choć to nie był ten efekt ŁAŁ!, na który czekałam.
Wypłukałam bluzkę kilka razy w zimnej wodzie po czym wrzuciłam do pralki żeby z pomocą proszku do prania pozbyć się basenowego zapaszku.
Nooo i tu był ten cud, którego oczekiwałam. Kolor "doprał się"! Jee bejbe ;D
A efekt?


No cóż... nie mam talentu do selfiaków, za bardzo mnie bawią ;)
Po wielu próbach wyszło w końcu w miarę normalnie.
A tu wspomógł mnie mój S.



Mucha nie siada ;)
Polecam testy na zapomnianych ciuchach!
Powodzenia!