czwartek, 4 grudnia 2014

Ciastolina

Cześć :)

Jejku jak ja tęskniłam za pisaniem na blogu! Długo była cisza. Powód prosty - wróciłam do pracy i niestety nie byłam w stanie wygospodarować czasu na prowadzenie bloga. Wcale nie było to łatwe bo pomysłów przez ten czas mi nie brakowało ALE moje przyjemności musiały zejść na dalszy plan.

Natomiast teraz, gdy zima coraz bliżej i coraz więcej wolnego czasu spędza się w domu mam nadzieję, że uda mi się nieco nadrobić zaległości w pisaniu :)

Na pierwszy ogień pójdzie moje niedawne odkrycie a mianowicie domowa ciastolina :D
Strasznie fajna sprawa i do przygotowania dosłownie w 5 minut :) No i nie muszę chyba mówić jaka to ekonomiczna opcja dla wielbicieli tego typu zabaw ;)

Przepis podstawowy:
2 szklanki mąki pszennej,
1 szklanka soli kuchennej,
2 łyżki oleju roślinnego,
2 płaskie łyżki proszku do pieczenia,
1,5 szklanki wrzątku,
dowolny barwnik spożywczy,
*opcjonalnie kilka kropli olejku do ciasta

Do wrzącej wody dodajemy barwnik i mieszamy.
Wszystkie suche składniki mieszamy ze sobą dokładnie w misce, po czym zalewamy całość wrzątkiem i mieszamy najpierw łyżką a następnie (gdy już łyżka odmawia współpracy) ręką. W efekcie mamy otrzymać zwartą kulę ciasta nie lepiącego się do dłoni. Jeżeli coś nam się klei to bez stresu dosypujemy mąkę i wyrabiamy aż uzyskamy pożądany efekt.

No i voila! Ciastolina gotowa! :)

Zabawa jest przednia :) Z takiej porcji składników wychodzi naprawdę duża kula.

Po zabawie ciastolinę najlepiej przechowywać w zamkniętym pojemniku ponieważ na powietrzu zacznie wysychać i twardnieć. Natomiast po kilku dniach w pudełku może stać się bardziej lepka. Wtedy najlepiej przygotować świeżą porcję i problem z głowy ;)

Nie pozostaje nam nic innego jak dodać do tego foremki, kształty i "przyrządy" wszelkiej maści i mamy zajęcie dla dziecka na dłuuuugi czas ;)

Chrupek był bardzo zajęty dziubaniem i "kulkowaniem".


Skłamałabym mówiąc, że wszystko było na stole.
Część znalazła się w brzuszku.
A część na dywanie w następnym pokoju...

Ale co tam, co nas nie zabije to nas wzmocni ;)

Natomiast mama błysnęła kunsztem i ulepiła takiego oto strasznego zielonego luda ;)


Jak najbardziej można się śmiać ;)

Po ulepieniu prawdziwego arcydzieła warto zostawić je w bezpiecznym i przewiewnym miejscu, wtedy zaschnie i będzie cieszyć oko dłużej.

Udanej zabawy! :)